1 / 33

Warsztaty skutecznego pisania tekstów 8.

Warsztaty skutecznego pisania tekstów 8. Prof. dr hab. Marek Świdziński Zakład Językoznawstwa Komputerowego Instytut Języka Polskiego UW e-mail: m .r.sw idz inski @uw.edu.pl Konsultacje: wtorek 15.30-16.30, pok. 1 http://www.mswidz.republika.pl. ERYSTYKA. STYLIZACJE. Limeryki dalsze.

trula
Download Presentation

Warsztaty skutecznego pisania tekstów 8.

An Image/Link below is provided (as is) to download presentation Download Policy: Content on the Website is provided to you AS IS for your information and personal use and may not be sold / licensed / shared on other websites without getting consent from its author. Content is provided to you AS IS for your information and personal use only. Download presentation by click this link. While downloading, if for some reason you are not able to download a presentation, the publisher may have deleted the file from their server. During download, if you can't get a presentation, the file might be deleted by the publisher.

E N D

Presentation Transcript


  1. Warsztaty skutecznego pisania tekstów8. Prof. dr hab. Marek Świdziński Zakład Językoznawstwa Komputerowego Instytut Języka Polskiego UW e-mail: m.r.swidzinski@uw.edu.pl Konsultacje: wtorek 15.30-16.30, pok. 1 http://www.mswidz.republika.pl

  2. ERYSTYKA. STYLIZACJE

  3. Limeryki dalsze Joanna Przed tym facetem co mieszkał w Chemnitz nikt nie miał nigdy żadnych tajemnic lecz to był ksiądz co grzeszył, kląc gdy na spowiedzi ktoś chciał mu ściemnić. 861. Od pewnego czasu w Chemnitz prawiczków wsadza do ciemnic jedna marksistka, po czym bez listka kładzie się spać – a przed snem nic...

  4. Limeryki dalsze Pojechał raz Sherlock do Chemnitz Znalazł w podziemiach sto ciemnic Wezwał Watsona W rzece ktoś kona Burmistrz zakrzyknął „Nie wiem nic!”

  5. Limeryki dalsze Joanna Słyszałem jak raz na ulicy w Chełmnie ktoś bezczelnie zaśmiał się ze mnie jeden mój strzał i się zesrał wzywał Pana Boga nadaremnie. 113. Kiedy mieszkałem w Chełmnie, zazdrosny młynarz mełł mnie, jednakże dało to niewiele. Młynarzowa leży jak cielę, poduszkę pełną pcheł mnie.

  6. Limeryki dalsze Ania W Wiedniu przebywał Salieri wściekły- przez Mozarta obroty mu zdechły. Z zawiści życzył Wolfiemu śmierci, więc sławi go dziś ten koncept czarci. To geniusz zza grobu szczerzy doń kły. Salieri zjechał – wściekły a wściekły… Tak przez Mozarta schodzi się na psy. Trutki Wolfiemu się sypnie, a potem powie dowcipnie: - Zza grobu to se taktuj na trzy!

  7. Limeryki dalsze Maria Pascal Sohospod Maroko Gra, że ho, ho Takie tango Pas moro ma spoko Bij srogo lub w pogo Mój ty Soho, nie bądź bobo

  8. Limeryki dalsze Weronika We wsi Łęg kondom pękł bratu. A tu Narząd zmiękł. We wsi Łęg kondom pękł turyście, Już byście, dziwki, w klęk…

  9. Limeryki dalsze Jam jest grabarzem w Manitobie i w nieskończoność groby robię, Choć-em się spił i upadł w ił, jak wstanę, wykopie i tobie. Pod sklepem w mieście Manila Staje samochód co chwila kieruje koń na dachu słoń a każde ma z pół promila

  10. Limeryki kuse Małgosia W Pile tyle dam mam. Pytam: ile? W Pile tyle dam mam. (Wiem sam, ile.)

  11. Limeryki kuse Małgosia W Pile tyle dam mam. Pytam: ile? W Pile tyle dam mam. (Wiem sam, ile.)

  12. Tłumaczymy Mr. Leara… There was an Old Man who supposed That the street door was partially closed; But some very large rats Ate his coats and his hats, While that futile Old Gentleman dozed. [Mr. Edward Lear]

  13. Tłumaczymy Mr. Leara… Marysia Założył raz pewien głupi staruszek, że drzwi zasunął prawie na koniuszek. Ale przegrał – wpadły szczury, zjadły płaszcze – na dwie tury, gdy ten sklerotyk drzemał bez poduszek. .

  14. Tłumaczymy Mr. Leara… Weronika Był raz staruszek, co święcie wierzył, Że drzwi przymknięte ma jak należy. Niestety, spasione szczury Zżarły mu kawał fryzury, Kiedy jegomość w kimę uderzył.

  15. Tłumaczymy Mr. Leara… Był pan starszy, co sobie założył, że zawarte – a drzwi półotworzył, aż wielkie szczury niestety zżarły mu płaszcz i berety, kiedy do snu staruch się położył. Pewien staruch liczył na to, że wchód starczy przymknąć kratą. Cóż, kiedy wlazły jenoty i zjadły wszystkie klamoty, gdy se kimnął głupkowato.

  16. Tłumaczymy Mr. Leara… Pewien zgrywus w mieście Baku drzwi nie domknął po pijaku, aż mu szczury stare spruły marynarę, co wisiała na wieszaku.

  17. Erystyka w praktyce Ania [zrobione…]

  18. Erystyka w praktyce Weronika Znalazłam w jednej z moich ulubionych reklam przykład argumentu ad baculum (chyba - nie wiem, bo nie do końca chodzi o środki werbalne <?>) - załączam: https://www.youtube.com/watch?v=X21mJh6j9i4 . Jeszcze bardzo "subtelny" argument ad metum: https://www.youtube.com/watch?v=7tMuYFiJ1Co Oraz taki ad metum, zupełnie okropny: https://www.youtube.com/watch?v=O_3rCGoti7M Argument ad vanitatem: słynne hasło "nie dla idiotów" w Media Markt - odwołuje się do tego, że słuchacze mają się za ludzi inteligentnych.

  19. Erystyka w praktyce Weronika Argument z autorytetu - cała seria reklam z rozmaitymi celebrytami, pierwsza z brzegu: https://www.youtube.com/watch?v=yObgLBcfzf4 Udawana sumienność - https://www.youtube.com/watch?v=TC9ye8oFReo - przyznanie się do swojej niekompetencji na niby. I na koniec metoda czarno-białego widzenia: https://www.youtube.com/watch?v=BEdydXL8wC0 (nie znalazłam żadnej polskiej reklamy :( ale uważam, ze ta jest urocza) - alternatywa "drastyczne cięcie włosów ALBO nasz szampon" w połowie filmiku.

  20. Erystyka w praktyce Dominika Plik erystyka_Dominika Włodarczyk.docx

  21. Bajki Dominika: Bajka o koraliku Małgosia: Czerwona sukienka Ania: plik Bajka_Anna Prochenka.docx

  22. Bajka o koraliku Zdarzyło się, że w dniu porodu przez wioskę przejeżdżał cygański tabor. Jedna z Cyganek, zwabiona kwileniem nowo narodzonego dziecka, małej Ani, weszła niepostrzeżenie do izby i, niepytana, zaczęła przemawiać: mąż tej dziewczynki uczyni ją najszczęśliwszą na świecie... – Ale jak, jak go znajdzie? – zapytała strwożona matka. – Uwolnić go może tylko pocałunek ukochanej. Ukrywa się pod postacią zwierzęcia. – Jakiego, dobra kobieto? Cyganki jednak nie było już w chacie, niemal rozpłynęła się w powietrzu. Przed wyjściem jednak zdążyła niepostrzeżenie rzucić na podłogę drobny, niebieski koralik.

  23. Bajka o koraliku Dziewczynka wychowywała się w szczęściu i zdrowiu, sąsiedzi już od dawna rozprawiali o jej niespotykanej urodzie. W dniu osiemnastych urodzin rodzice postanowili wyprawić ukochanej córce wspaniałe przyjęcie. Kiedy zaczęli dokładnie sprzątać izbę, ich oczom ukazał się zostawiony tam przez Cygankę koralik, przypominając o tajemniczej przepowiedni. Małżonkowie chwycili się za ręce i uznali, że przyszła pora, aby ujawnić córce, co zdarzyło się w dniu jej urodzin. – Czyli teraz... powinnam całować żaby, konie i motyle? – była bardzo przejęta.  – Córeczko, oczywiście do niczego cię nie zmuszamy. Jeśli twoim przeznaczeniem jest spotkać cudownego mężczyznę, znajdziesz go nawet tutaj.

  24. Bajka o koraliku Anna nie spała całą noc. Nad ranem zdecydowała, że wyruszy w podróż, poszukać swojego księcia z bajki. Chodziła od wsi do wsi, oswajała kolejne zwierzęta, a one lgnęły do niej niespotykanie łatwo. Z czasem nauczyła się opiekować chorymi istotami, które po wyleczeniu nie odstępowały jej na krok. Zamieszkała w jednej z opuszczonych chat na skraju którejś wsi, a ludzie, wdzięczni za pomoc w uratowaniu trzód i stad przynosili jedzenie i ubrania. Tak Anna dożyła swoich dni i jeszcze kilka pokoleń pamiętało o dzielnej kobiecie, która potrafiła pomóc każdemu zwierzęciu. A co z poszukiwaniem księcia? Anna zapomniała o tym w połowie swojego życia, uznając, że swoje szczęście już znalazła. I pewnie miała rację.

  25. Czerwona sukienka Niedawno temu, mała Małgorzata - dość cycata – postanowiła poderwać małolata. Wybrała się na spacer do swej babci, by dowiedzieć się jak zrobić ciasto marchewkowe. Jej pomysł na miłość – przez żołądek do serca, wydawał się nieskomplikowany a wręcz idealny. Małgorzata tego deszczowego dnia ubrała się, zatem wyjątkowo nagannie, nieskromnie i skąpo. Jej krótka czerwona sukienka zwiewnie unosiła się w rytm wiejącego wiatru. Przez niebywały przypadek podczas spaceru do młodej babci spotkała swego ukochanego. Urodą on grzeszył niczym olbrzymi wilkołak, więc nieco przestraszył naszą polską Margaret. Niewiasta tak mu zakręciła w głowie, podskakując w strugach deszczu w swej czerwonej sukmanie, iż chłopiec postanowił ją pocałować. Ponieważ miał on zdolności krwiożercze wygryzł z ciała Małgorzaty jej sukienkę. Dziewczę pół nagie i przerażone, mało tego – przemoknięte, uciekło do domu, skomląc i krzycząc: „Ja dla Ciebie – draniu, ciasto chciałam upiec, a ty mnie sam chciałbyś jeść”.

  26. Czerwona sukienka Mężczyzna wcale nieprzerażony obrotem swoich emocji, poczuł się niezwykle głodny. Po dziewczynie została mu jedynie czerwona kiecka. Przebrany w nią, pamiętając ostatnie słowa dziewczyny, wyruszył po ciasto młodej babci, najeść się do syta. Wszedł, zatem do bloku w którym mieszkała rodzina Małgosi. Babcia otworzyła drzwi i parsknęła śmiechem:  -Małgosiu, a co ty masz takie wielkie, owłosione nogi?  -Babciu, bo jestem bardzo głodna i nie miałam czasu ich ogolić.  -Małgosiu, a co ty masz takie żółte, szczerbate zęby?  -Babciu, bo z głodu wszystkie mi wypadły.  -Chłopcze w czerwonej sukience, czorcie diabelski, a czy ty myślisz, że ja nie wiem jak wygląda moja wnuczka? – zaśmiała się i wciągnęła przebierańca do mieszkania.

  27. Czerwona sukienka Na nieszczęście chłopaka, babcia miała trzydzieści lat i dużo siły w rękach. Młodemu mężczyźnie lanie sprawiła tak soczyste, aż deszcz za oknem się uspokoił i przestał padać. Morał z bajki taki: nie ubieraj czerwonej sukienki, dziewczyno miła, bo chłopakowi tylko sprawisz podwójne, wielkie limo.

  28. Akunin, „Książka dla dzieci” „Co? Gdzie? Kiedy?” Z tyłu, za człowiekiem z dziobem, majaczył jeszcze jeden, ale temu Elastyk nie zdążył się przyjrzeć, bo czym prędzej znowu zamknął oczy. Boże święty, a to co znowu? Gdzie jest teraz? W jakiej epoce? I czego chcą od niego te koszmarne istoty? Jak dziwnie mówią – niby po rosyjsku, ale jakby wcale nie. – Poświeci ano. Poczuł gorąco na twarzy. Tuż nad nią trzaskał ogień, przez powieki przeświecała purpura. Ten, który kazał poświecić, powiedział: – Obacz, białego lica, nadobny, całowity.

  29. Akunin, „Książka dla dzieci” W innej sytuacji Elastyk uznałby to za komplement, ale nie teraz. – Zrostu mizernego? – powątpiewał straszliwy Dziób. Wżdy mówili: arszyn i dwanaście werszków. A jak kocia gęba powtóre nam łajać będzie? – Grzeczny umarlec, bierzwa go – zdecydował Miciuch (chyba on tu dowodził). – Kwapić się nam trza. Miesiąc zachodzi, rychło zaranek nastanie. Pochwycili Elastyka z dwóch stron, położyli na coś twardego, przykryli rogożą. W nos uderzyła go jakaś ostra woń, tak że omal nie zaczął kichać. Tamci dwaj podźwignęli Elastyka i dokądś nieśli. Teraz mógłby się rozejrzeć dookoła, ale przykryli go całkowicie, tak że nic nie widział. Musiał, jak to piszą w książkach, zamienić się w słuch. Słuch jednak wiele mu nie pomógł. Odgłos kroków. Mlaskający. Muszą chyba iść po błocie.

  30. Akunin, „Książka dla dzieci” Frrr! – prychnęło coś nad samą głową Elastyka. – Cicho, maluśka. Aha, to koń. Cisnęli go na coś miękkiego, pachnącego i trochę kłującego. Siano. Na rogożę narzucili coś jeszcze – jakieś zgrzebne płótno. – Wio! Skrzypnęły koła, kopyta zaczęły cmokać w błocie. – Cudna sprawa – zagęgał Dziób. – Niemiec pohaniec na krześcijańskim smętarzu pogrzebion. Miciuch odrzekł: – Przez domowiny w ziemię wciepnęli byli jako sobakę. Powiedają, że w Niemieckiej Słobodzie dżuma. Kryjomo bisurmany go podkinęli. Pachołków morowych się strachają. – Miciuchu, a zaraza na nas z marliny się nie przekinie?

  31. Akunin, „Książka dla dzieci” – Bóg lutościw. Jedno kotu onemu wąchawemu o tym, zjądeśmy go wywlekli, ani słówka, bo nam brony nie odewrze. Wszystko to było mało zrozumiałe. I bardzo straszne. Elastyk uniósł nieco skraj rogoży, żeby cokolwiek zobaczyć, ale nie zobaczył prawie nic. Ciemno. Błyszczy wielka kałuża. Jakieś ogrodzenie z zaostrzonych pali. Z tamtej strony głośno zaszczekał pies. – Wej, Miciuchu, rogatka! Zali wracać się? – Nie strachaj się, dzierży łeb wyżej. Z przodu ktoś krzyknął basem: – Stój! Ktoście wy? Nie zbóje aby? Dojąd tako jadziecie przed świtaniem? Zazgrzytało żelazo. Wóz się zatrzymał. Miciuch z powagą odpowiedział: – Na Wagańkowo rogożę wieziem, na dwór kniazia Wasilija, carskiego bojarzyna.

  32. Akunin, „Książka dla dzieci” – Wasilija Iwanowicza? Starszego Szujskiego? Ano jadźcie, jadźcie – zezwolił bas. Drzewo zaskrzypiało okropnie, wóz ruszył się i potoczył dalejKopyta stukały już donośniej; jechali teraz widać nie po grząskiej ziemi, ale po drewnianym podłożu. Dziób i Miciuch już nie rozmawiali, tylko od czasu do czasu wzdychali. Elastyk zaś leżał i ciągle próbował zgadnąć: który tu mają rok? „Bojarzyn"? „Dwór"? Warto by sięgnąć po unibook, ale strach się poruszyć. Ci ludzie mają go za zmarłego. No i bardzo dobrze. A potem się zobaczy. Zimno było, może dziesięć stopni. Gdyby się trochę ruszyć, Elastyk by się rozgrzał, a tak zupełnie zdrętwiał. – O, kniaziów dom ci to jest – rzekł ten o nowym głosie po długim milczeniu. – Sława ci, Gospodnie. – Pomni, Dziobie. Nie wyblokaj, że Niemiec na smętarzu był nalezion – przypomniał Miciuch.

  33. Akunin, „Książka dla dzieci” Drugi obiecał: – Gęby nie odewrę. Ty sam z nim gadaj. Straszen mi on jest, żmijowe ślepie. Zastukali w coś drewnianego, na pewno w bramę: dwa razy, potem jeszcze trzy, niegłośno. – Ondrieju Timofiejewiczu! Odewrzyj wrota! To my, Miciuch i Dziób! Mamy, cóżeś przypowiedział! Zazgrzytały ciężkie wrota. Łagodny głos odparł, przeciągając słowa: – Chutko, chutko. Psom senliwego ziela zadałem, iżby nie brzechały. Dzierżycie, a niesicie za mną. I obacznie, łotry. Jeszcze kto uźrzy. Elastyka zdjęto z wozu i dokądś poniesiono. A on naprawdę był ledwie żywy, bo sprawa wkrótce miała się wyjaśnić.

More Related